22.05.2020 - III rocznica śmierci 

Zbigniewa Wodeckiego

Wspomnienie I

Nie jestem pianistą, mówi pan Zbyszek, ale w domu był instrument po ciotce, profesorce Millerowej, więc jakoś tak usiadłem do fortepianu i zacząłem plumkać ładne funkcyjki. I wziąłem sobie nuty i zacząłem pisać aranże. Muzyka symfoniczna uczy aranżowania od mistrzów. No więc najpierw trąbki, potem puzony, w smyczkach byłem mocny, potem wymyśliłem chóry. W każdym razie napisałem kompletną partyturę.

Pozostawała sprawa tekstu. Miało paść na Janusza Terakowskiego, który co prawda tekściarzem nie był, tylko poetą, grafikiem i fajczarzem, ale żony obydwu panów się przyjaźniły, więc jakoś tak mimowolnie wyszło. Pan Janusz nie znał tego całego barokowego sztafażu aranżacyjnego, więc może nawet podszedł do sprawy bez należytej powagi i napisał pogodną piosenkę-przebudzankę.

Mając gotowy utwór pojechał Zbigniew Wodecki do Warszawy zmierzyć się z Orkiestrą Polskiego Radia Studio S-1, prowadzoną przez Andrzeja Trzaskowskiego. Wchodzę do tej ogromnej sali, wspomina, a tam same sławy, śmietanka polskich muzyków. Giganci. Patrzą na mnie pobłażliwie, Trzaskowski przywitał się zdawkowo. „Co ja tu robię?” – Pomyślałem, może trzeba uciekać póki czas? Rozłożyłem nuty, dyrygent pyta mnie o tempo, nabiłem rytm i... jak to wszystko nie gruchnęło, nie zabrzmiało. Przecież pierwszy raz usłyszałem to, co zapisałem w nutach. I ten Trzaskowski tak dyryguje, a ja widzę, że już zupełnie inaczej na mnie patrzy. Udaję, że spoko, że tak właśnie ma być, a tu serce we mnie łomocze ze wzruszenia i radości. Poczułem, że jestem koleś. Przeszliśmy z Andrzejem Trzaskowskim na „ty” i tak w ciągu paru minut z zastraszonego dwudziestoczterolatka, który pierwszy raz przyjechał z Krakowa do Warszawy zmieniłem się kompozytora, który coś potrafi. Poza tym, zawsze dobrze jest się podeprzeć na początku drogi mocnym nazwiskiem. A Bach, to jest bardzo mocne nazwisko[1], [2].

 

Bibliografia:

1. Halber Adam, Zacznij od Bacha, „Angora” nr 42/2010, Wydawnictwo Westa-Druk, Łódź 2010.

2. http://www.angora.pl. Artykuł pochodzi z nr 42/2010 [odczyt: 13.02.2013].

Wspomnienie II

Jest poniedziałkowe popołudnie, 28. listopada 2011 r. Siedzę na widowni Filharmonii Krakowskiej i czekam na Zbigniewa Wodeckiego, choć mogę już napisać, czekam na Zbyszka, ponieważ znamy się już ponad 6 lat, a kilka miesięcy wcześniej, bez wielkich ceregieli powiedział po prostu: Zbyszek jestem. Następnego dnia  zagramy i zaśpiewamy (Orkiestra Symfoniczna Krakowska Młoda Filharmonia pod dyrekcją Tomasza Chmiela oraz Strzyżowski Chór Kameralny) koncert z okazji 40 lat pracy artystycznej Zbigniewa Wodeckiego. Wystąpią także Alicja Majewska, Beata Rybotycka, Włodzimierz Korcz, Jacek Wójcicki.  To, że tu jestem, zawdzięczam Włodzimierzowi Korczowi. To od wykonania Jego oratorium „Woła nas Pan” w maju 2005 r. zaczęła się także znajomość ze Zbigniewem Wodeckim.

Jeszcze tego samego roku, został Zbyszek niejako „ojcem chrzestnym” programu koncertowego a później płyty „Idzie kolęda, polska kolęda” w wykonaniu Alicji Majewskiej, Włodzimierza Korcza i Strzyżowskiego Chóru Kameralnego. Będąc jurorem w programie „Taniec z gwiazdami” nie mógł wziąć udziału w koncercie „Gwiazdo świeć, kolędo leć” ze swoimi artystycznymi partnerkami: A. Majewską i H. Frąckowiak na początku grudnia w Polanicy Zdroju. Lekko zirytowany Włodzimierz Korcz, w ciągu kilku dni napisał całkowicie nowe aranżacje kilkunastu kolęd i pastorałek dla Alicji i chóru, któremu zostawił niespełna miesiąc na ich przygotowanie. Gdyby Zbyszek nie zrezygnował z tego koncertu, być może wieloletnie, wspólne kolędowanie Strzyżowskiego Chóru Kameralnego  z  Alicją i Włodzimierzem nigdy by się nie wydarzyło.

Rok później, na przełomie 2006 i 2007 roku, ponownie za sprawą Włodzimierza Korcza, nagrywamy płytę w studiu im. Agnieszki Osieckiej i koncertujemy w Teatrze na Woli im. Tadeusza Łomnickiego, prezentując program „Okrągłe 31 lat współpracy Majewska-Korcz live”. Obecność Zbigniewa Wodeckiego w tych miejscach – „genetycznie uwarunkowana”.

Kolejne lata, to wielokrotne wystawianie oratoriów Włodzimierza Korcza do słów Ernesta Brylla w Leżajsku, Osieku, Gdańsku i Rzeszowie. Zbigniew Wodecki w swoich partiach jak zawsze niezawodny i błyskotliwy, choć na próbach serdecznie nonszalancki i ironiczny ale nigdy złośliwy.

 

Wrzesień 2011 r. Dzwoni W. Korcz: Słuchaj, Zbyszek potrzebuje chóru do swojego jubileuszowego koncertu. Zaśpiewacie Mu? Kilka tygodni później Zbyszek zjawia się w szkole muzycznej w Strzyżowie, czym wzbudza niemałe zdziwienie i zainteresowanie obecnych uczniów, rodziców i nauczycieli. Siadamy przy fortepianie w jednej z sal a Zbyszek, grając fragmenty kolejnych piosenek, wskazuje, gdzie wyobraża sobie udział chóru. Zostawia kilka płyt z nagraniami i rzuca: a z resztą sobie poradzisz. I tak zostałem aranżerem partii chóralnych u Zbigniewa Wodeckiego.

Wychodzimy z budynku Filharmonii Krakowskiej po próbie z orkiestrą, choć jeszcze bez chóru. Przeszliśmy kilkadziesiąt metrów a już spotykamy „dobrego znajomego” Zbyszka, z pewnością bez stałej pracy i miejsca zameldowania. Zbyszek jednak dyskretnie wita się i żegna jednocześnie z potrzebującym, zostawiając co trzeba. Po drodze do „Loży” na wskroś krakowskiego rynku spotkamy jeszcze dwóch, o cechach wspólnych jegomości. W restauracji zamawiamy spaghetti carbonara i omawiamy ostatnie szczegóły jutrzejszej próby i koncertu. Próbując wszystko zapamiętać, trudno się przebić przez natrętną myśl: siedzę i rozmawiam ze Zbigniewem Wodeckim w jednej z Jego ulubionych restauracji w Krakowie! Czy to się naprawdę dzieje? Niemal dokładnie rok później, powtarzamy ten sam koncert z Jego zespołem w Filharmonii Podkarpackiej.

 

Jesień 2016 r. Z okazji obchodów 1050-lecia Chrztu Polski,  w Rzeszowie i Ustrzykach Dolnych odbywa się podkarpacka premiera oratorium „Sanctus”. Dzieło stworzone w hołdzie Janowi Pawłowi II przez Włodzimierza Korcza do słów Moniki Partyk. Zbyszek, jak zawsze niezawodny wokalnie ale także dramaturgicznie, zwłaszcza we fragmencie traktującym o zamachu na Papieża Polaka. To ostatnie spotkanie ze Zbyszkiem na artystycznej drodze.

 

I jeszcze jeden obraz. Siedzimy, czyli Strzyżowski Chór Kameralny w klubie Turkus w Wojewódzkim Domu Kultury w Rzeszowie po jednym z koncertów. Alicja opowiada o pracy nad materiałem na nową płytę „Żyć się chce”, która ma się ukazać w marcu 2019 r. Włodek prosi: przynieś mi nuty. Po chwili zaczyna grać na fortepianie a Alicja po raz pierwszy publicznie, próbuje zaśpiewać do końca słowa Moniki Partyk „Żal niebieski”:

                (…) Po co tobie ten potrójny życia koncert

                Ty masz chóry i orkiestry ze swych gwiazd

                A w nas cisza po tych skrzypcach, po tej trąbce

Po tym głosie jak złocony wrześniem las

                                                               Patrz!

Izoldy smutniejsze od łez

Wciąż włóczą się tutaj po knajpach

W ich oczach zła kopia Rembrandta:

Krajobraz bez …

A potem w domu, ścierając kurz

Szepczą przez sufit: Kochany!

Wpadłbyś tu do nas na chwilę

Przecież lubisz wracać, tam gdzie byłeś…

 

Zanim Alicja skończy śpiewać, nikomu z nas nie udaje się ukryć wzruszenia.

Grzegorz Oliwa

Skontaktuj się z nami

​tel.:  + 48 502253843

email:  goliwa_2705@o2.pl

Strzyżowski Chór Kameralny powstał w  1994 r.  przy Domu Kultury „Sokół” w  Strzyżowie.​Tworzy go około 30 osób pracujących, studiujących i uczących się, związanych  z działalnością kulturalną miasta. W repertuarze chóru znajdują się utwory muzyki sakralnej od renesansu do współczesności, negro spirituals, kolędy, pieśni ludowe oraz patriotyczne.

  • Facebook Social Ikona
  • YouTube

© 2020 by Strzyżowski Chór Kameralny.  Proudly created with Wix.com