Premiera Oratorium "Kazimierz Pułaski" w Strzyżowskiej Kolegiacie  

Nad Strzyżowem zapada wczesnojesienny zmierzch. Lekkie zachmurzenie powoduje, że zapada on wcześniej niż zwykle a na dodatek licznych widzów zmierzających do Strzyżowskiej Kolegiaty witają sporadyczne krople deszczu. Dookoła czuje się atmosferę święta i podniecenia w oczekiwaniu na premierę, bowiem dziś w murach świątyni pamiętającej czasy Jagiellonów niezwykłe wydarzenie muzyczne: Oratorium Kazimierz Pułaski.

Ten nasz Bar

Jeśli Kazimierz Pułaski to konfederaci barscy i opowieść z historii Polski sprzed 250 lat i „wplątaniu” w nią Strzyżowa. Właśnie rozpoczyna się tragiczna opowieść o pragnieniu wolności, o zdradzie, głupocie i przekupstwie, warcholstwie, o wierze w zwycięstwo i w Boską opiekę Maryi, o zabijaniu w imię…
Niech wstanie w blasku potęgi i chwały
Przecież się wstaje z najpodlejszych krzyżów
Ze śmierci… Módl się Panno, za kraj cały
I za nasz Strzyżów!


Czy rzeczywiście rozbici pod Rzeszowem na Pobitnem konfederaci barscy z Kazimierzem Pułaskim modlili się w strzyżowskim kościele? Nie ma to większego znaczenia, muzyczna gawęda trwa łącząc odległe czasy z teraźniejszością. Do głosu dochodzą demony, bo sarmackie, magnackie i purpurackie rozumy posnęły:
Na to, że Ojcze wcale nie nasze
Że w serca patrzą nam przez judasze
I pokazując grubaśnym palcem
Wrzeszcząc wciąż: Wierzyć! Klepać różańce!
Ten teraz Bogiem? Dieser! This! 3mom!
- Liberum veto!


Ale rodzi się nadzieja, tli się wiara w Bar, za sprawą Boga i księdza Marka Jandołowicza. Nostalgiczny i liryczny głos pyta:
Jak to tak: krzyż w niebo wbić
Gdzie skrzydła polepione woskiem
Gdzie w popiołach Feniks tli
- I tam zobaczyć znowu Polskę!


Z odmiennym pytaniem, „czy opłaca się być szują?” zwraca się do mnie rubaszny i skoczny głos przywołując postać wroga konfederacji Iwana Drewicza pokonanego pod Jasną Górą przez Kazimierza Pułaskiego. Jednoznaczna odpowiedź brzmi: Nie warto być szują, bo liczy się …
- Ale co tam, hopsa!
Nie mówimy o klopsach
Przecież w życiu, pamiętajcie
Liczy się całokształt!


Oto znów postać Kazimierza Pułaskiego, tego z dziecięcej Warki, spod Jasnej Góry, z rozedrganego barwami obrazu Kossaka i tego z wielu wyobrażeń spod Savannah. Bohatera obu narodów. I czy rzeczywiście podnowowojorski most Pulaski Skyway prowadzi na sam czubek nieba?
… A tamte kule od kartaczy
I tamta śmierć pod Savannah
- To wszystko nic, gdy drogę znaczy
Pułaski Skyway


Wraca pole bitwy! Brzozowy las, okopy może. Szczęk oręża i świst kul, rzężenie koni i wrzask tysięcy gardeł. Duma ze zwycięstwa i hańba zdrady. Z zamętu bitewnego pola wyłania się kozacka postać marszałka Józefa Sawy-Calińskiego:
Szumi Puszcza Zielona
Krew się puszcza czerwona
Leluja!
Który: Moskal czy Kozak
Wnet w niebieskich przestworzach
Zabuja?


„Czy to była kula, Matko, czy to serce pękło?”. Czy nastąpi odpowiedź Matki, która rzadko przecież mówi do ludzi. Krótko w Lourdes i nieco dłużej do pastuszków w Fatimie przekazując trzy tajemnice. Dziś Jej wizerunek z żołnierskiego ryngrafu prowadzi intensywny dialog. „Od głodu, ognia i wojny”, od zdrady i niewiary chroń nas Pani. Po moim policzku płynie łza…
(On)
Czy osłonię Cię od mieczy
Czy ocalę Cię od stali?
Już na rany nie ma mleczy
Wszystko w polu zadeptali

(Ona)
W piersi mej boleści siedem
Rozkrwawiło się jak głóg
Lecz mnie opatrzono niebem
- Patrz, na rękach mych znów Bóg!


Wracam na ziemię. Strzyżowską z podrzeszowskim Pobitnem, a właściwie z Powietną w tle. Stamtąd w sierpniu 1769 roku pobici konfederaci ruszyli do Strzyżowa prosić o pomoc Matkę w załatwieniu tak ważnych dla Polski spraw. Tradycja to, legenda, wiara, że tak było naprawdę – nieważne:
I znów będzie chabrowo i żytnio
Tam, gdzie Pobitno


Odbrązowić Pułaskiego! Wszak Kaziu to człowiek z krwi i kości, stąd po muzycznych przystankach drapie się jak po kurhanie opowieść:
Ale ci radocha
Wręcz dżdża dla kani:
Pan Pułaski się kocha
W Krasińskiej Frani


Nadszedł jednak kres i niespełnione nadzieje na wolną Polskę. Czy to była „Boska komedia”? Tam w okopach nad Zbruczem i Dniestrem, w kościele Świętej Trójcy skończył się sen o zrzuceniu jarzma zaborcy. Czy to była tragedia ludzka? Przykładam mocniej mokry policzek do filara strzyżowskiego kościoła:
Umierały barskie wojska
Gdy ta Czwórka szła po Dniestrze
Z pieśnią przyszłą: Jeszcze Polska…
Z szeptem: Jestem, który jestem


Cóż stało się! Pozostała gorycz klęski. Na wiele lat, ba na ponad wiek Polska zniknęła z map Europy. Pozostała jednak wiara i ludzie, którzy kochają…
Otwierają czarne niebo
Otwierają czarny raj:
- więc mnie kochaj dzisiaj, kochaj
Z wszystkich naj!


A te wszystkie dzieci
Co czekają już na lato…
- Zrobiłyśmy dziś latawca
Tato, tato!


… I co to było ten wasz Bar? No właśnie – co to było? Bóg, Honor, Ojczyzna, czy zguba polskich ciał i dusz? „Tak! Zemsta, zemsta na wroga, z Bogiem i choćby mimo Boga”? „Są w ojczyźnie rachunki krzywd/obca dłoń ich też nie przekreśli/ale krwi nie odmówi nikt”? „Wyrwij murom zęby krat, zerwij kajdany, połam bat"? Dziś w kościele już stojąc, prawie kołyszę się w rytm bisowanego utworu i myślę, że teraz w Polszcze AD 2019 także „dzieje się” polski Bar…
I ...jak tu zrozumieć polską duszę
- Czy w niej anielski czy czarci czar
Co wam tam biło pod kontuszem?
… I co to było ten wasz Bar:


Chocholi taniec
Walczyk na trzy
Nasz opętaniec
By wciąż się bić
Czy sprawa święta
Pierwszy nasz zryw
Wolność upięta
Do końskich grzyw?


Wychodzę ze strzyżowskiej fary w ciemną noc. Oddycham chłodnym wrześniowym powietrzem i mimo głębokiego wzruszenia cieszę się, że będę jeszcze mógł swobodnie powiedzieć innym o tym, co dziś mnie spotkało, jakie emocje towarzyszyły mi słuchając Oratorium. Tego póki co nikt mi nie zabroni… I wiem jedno - dziś Strzyżów był stolicą polskiej muzyki!

Wiesław Plezia

  • Facebook Social Ikona
  • YouTube

© 2020 by Strzyżowski Chór Kameralny.  Proudly created with Wix.com